poniedziałek, 9 maja 2016

Pamiętnik.

Dzień dobry drogi pamiętniku. W ostatnim wpisie obiecałem, że napiszę jak minął mi piątek. Było super, spotkanie ze znajomymi udało się. Wszystkim smakowały przysmaki „dr Gerard”. Najbardziej MALTIKEKS i PASJA. Chyba wszyscy lubią te małe kuleczki w pysznej czekoladzie. Trening syna też był udany. W meczu sparingowym Tomek strzelił bramkę. Po piłce biegiem do domu, bo zbliżał się wyjazd na mecz jego kolegów. Tak, więc w domu szybka kolacja plus ciasteczko „dr Gerard” i do auta. Spotkanie było zacięte i na wysokim sportowym poziomie, chłopaki grali z sercem i charakterem. Niestety przegrali w pięknym, walecznym stylu 5 do 4. Mogą być z siebie dumni. Tak przegrać to nie wstyd. W drodze powrotnej przekąsiliśmy MALTIKEKS. Prosto z meczu poszliśmy na koncert. Na pożegnanie lata grał zespół Farben Lehre i Kamil Bednarek. Mój synek został nowym fanem punk rocka. A gdy w plecaku skończyła się najsmaczniejsza PASJA, mój mały punk oznajmił, że jest głodny i śpiący. Co miałem zrobić? Zamówiłem taxi i wróciliśmy do domu. Dobrze, że nie wydałem wszystkich pieniędzy na ciastka i pamiątki, bo nie miałbym kasy na powrót. Moje dzieci tak jak wszystkie, jak widzą stragany ze świecidełkami, to muszą coś kupić na pamiątkę. Cieszę bardzo, że moje dziecko jest otwarte na muzykę i chętnie chodzi ze mną na koncerty. A może wyrośnie z niego muzyk? W końcu jego stary jest basistą. Moje młodsze dziecko już spało, gdy zaczynał się koncert, więc na pociechę dostała słodycze „dr Gerard” i świecącą kokardę Myszki Minnie. Muszę wspomnieć, że koncert Kamila tak, jak przypuszczałem sprawił nam wiele miłych muzycznych doznań. Ogrom pozytywnej energii, jaką niesie jego muzyka nastraja mnie do działania i pozytywnego myślenia.

sobota, 31 stycznia 2015

Gotowanie łączy ludzi.

Gotowanie łączy ludzi.
Jaką potrawę przygotowuje się szybko, każdemu smakuje i potrafi być w naprawdę dużych ilościach? To pizza! Wynaleziona przez Włochów potrawa, która jest znana w każdym zakątku świata od Japonii po kraje Ameryki Południowej. To idealne danie na spotkanie z przyjaciółmi przy winie, wspólne oglądanie filmów lub imprezę. Ciasto musi urosnąć, więc warto je przygotować około 30 minut przed przyjściem gości. W tym czasie zdążymy wziąć prysznic i przebrać się oraz pokroić dodatki. Po rozłożeniu ciasta na blasze, staje się ono częścią przyjęcia. Właściwie wszystko można położyć na pizze, więc każdy z gości może zrobić sobie spersonalizowany kawałek. Baza czyli sos pomidorowy i ser są wspólne. Ciasto piecze się od 7 do 25 minut, czyli tyle ile czasu potrzeba na dolewkę wina, trzy historie o wspólnych znajomych i wstawienie brudnych naczyń do zmywarki. Pizza jest jedzeniem towarzyskim, bo jest najlepsza i najzdrowsza kiedy dzieli się nią z innymi. Przykład bardzo łatwej matematyki – jedna pizza dzielona na cztery osoby równa się cztery razy mniej kalorii :)

piątek, 30 stycznia 2015

sprzątanie po poprzednich lokatorach

Kiedy przyjechałam do Warszawy, to mieszkałam w różnych miejscach.
A to wynajmowałam kawalerkę w jednej części miasta, a to udało mi się wynająć samodzielne jakieś mieszkanie.
Ale różnie to bywało.
Zawsze marzyłam, żeby mieć mieszkanie i być samodzielną dziewczyną.
Szukałam, szukałam i wreszcie znalazłam.
Dostałam mieszkanie na pięknym osiedlu warszawskim i w dodatku w przepięknej dzielnicy.
Mieszkam tam dość długo, bo aż do dzisiaj i nie mam zamiaru się stąd wyprowadzać.
Ale opowiem Wam o moich początkach, tuż po wprowadzeniu się do tego mieszkania.
Kiedy już miałam klucze do tego upragnionego mieszkania, to zadzwoniłam do firmy, która trudni się przeprowadzkami, aby wykonali dla mnie tą usługę.
Oczywiście, że wykonali to bardzo sprawnie. Wszystkie rzeczy, meble i inne rzeczy przewieziono mi szybko i sprawnie.
Ale na miejscu, czyli w moim mieszkaniu musiałam wszystko poukładać, a przede wszystkim posprzątać po poprzednich lokatorach.
No niestety, poprzednimi mieszkańcami byli studenciaki.
Sami wyobraźcie sobie, co oni po sobie zostawili.
Na "dzień dobry" musiałam posprzątać korytarz, bo "tragedia".
A mieszkanie - szkoda "gadać".
Musiałam pootwierać szybko okna, a potem usiadłam i poukładałam sobie plan działania.
Zaczęłam od odkurzania wszystkich pomieszczeń. Później z pomocy mojej koleżanki musieliśmy umyć okna.
Dobrze, że przy przeprowadzce pomagała mi moja najlepsza koleżanka, bo pomogła mi również umyć podłogi w całym mieszkaniu.
Po czynnościach mycia podłóg zajęliśmy się porządkami w łazience i oddzielnie w ubikacji. Tam też było co sprzątać. Kafelki brudne, wanna i inne rzeczy.
Oglądając mieszkanie przed wprowadzeniem się nie zauważyłam jednej istotnej rzeczy, która mi później "bokiem" wyszła. A mianowicie - wszystkie kontakty w mieszkanie były uszkodzone. No cóż, musiałam wezwać elektryka, który to naprawił.
A ja musiałam to później wszystko umyć, bo pan "fachowiec" oczywiście podczas swojej pracy również zabrudził niektóre miejsca na ścianie przy tych elektrycznych gniazdkach.
Powiem Wam jedną rzecz - taka przeprowadzka kosztowała mnie dużo nerwów.

sprzątanie w dużym sklepie

Blisko mojego osiedla, gdzie mieszkam, znajduje się duży sklep spożywczo-przemysłowy. Zawsze robię tam zakupy, ponieważ jest mi łatwo się tam poruszać z psem przewodnikiem. A w ogóle jest tam bardzo miła obsługa i jest po prostu miło. Sklep ten czynny jest od samego rana aż do późnej pory dnia. Kiedyś wybrałam się do tego sklepu dość późno, bo akurat przed samym zamknięciem i miałam okazję przyjrzeć się z bliska, jak wygląda sprzątanie takiego obiektu tuż przed i po zamknięciu takiego sklepu. Po prostu pracownicy byli tak mili, że pozwolili mi na chwilę zostać w sklepie po zamknięciu, zwłaszcza, że na zewnątrz "szalała" wielka burza.
Najpierw pracownice zabierały wszelkie pieczywo, jakie zostało na stoisku z takim asortymentem, a następnie zaczęły przecierać ściereczkami wszystkie półeczki, gdzie znajdowały się takie artykuły.
Zauważyłam, jak pracownice tego sklepu na stoisku z artykułem mięsnym, również musiały pochować na zaplecze wszystkie wyroby mięsne, a następnie bardzo dokładnie umyć i powycierać półki, gdzie te wyroby się znajdowały.
Kiedy tak przesiadywałam w środku sklepu i obserwowałam pracę ekspedientek po zamknięciu całego "supermaketu", dotarło do mnie, jak te pracownice muszą wykonać dużo więcej pracy niż w ciągu dnia.
W sklepie pracownice podzieliły się na grupy, które miały określone zadania w zakresie porządku i sprzątania.
Kiedy jedna brygada zajmowała się poszczególnymi stoiskami, to inna musiała zabrać się za sprzątanie całości. Mam na myśli tutaj mycie podłogi.
Po zamknięciu jest wszystko proste, ale jeszcze kiedy klienci wchodzą do sklepu, to nie jest to takie proste.
Wiadomo - pracownica przemyje część podłogi, a za chwilę wejdzie klient i naniesie tyle błota z zewnątrz, że po prostu się płakać chce.
Ale co zrobić. Taka praca.
W podsumowaniu powiem Wam w sekrecie, że nie zazdroszczę tym dziewczyną, bo kończąc pracę wychodzą bardzo późno do domu.

Zbudnowana nastolatka

Każdy człowiek w swoim życiu przechodzi okres buntu. Ja właśnie do niedawna byłam nastawiona negatywnie do wszystkiego. Przeważnie do sprzątania. Zawsze mama mnie mobilizowała i mówiła posprzątaj w swoim pokoju, umyj naczynia, podłogę i tak w kółko prawie codziennie. Wszyscy coś chcieli ode mnie: zrób to, zrób tamto. Wtedy wychodziłam ze swojego pokoju uzbrojona w ście:rki, mopy i ze złością brałam się do mycia podłogi dla świętego spokoju. Przy okazji tego sprzątania umyłam jeszcze naczynia i wróciłam do swojego pomieszczenia. Dobrze, że mają pralkę, bo bym musiała prać ręcznie. W tych czasach większość już ma zmywarki i sobie chwali, a my mamy siłę roboczą, której się mówi umyj. Muszę się spytać rodziców kiedy zamierzają iść z postępem i ułatwić sobie życie w postaci zmywarki do garów. Mama ciągle zwraca uwagę, by były umyte naczynia, podłoga, pościelone łóżka, żeby ubrania nie fruwały po pokoju. Ciągle coś robi po pracy, to prasuje, to gotuje, zmywa i tak w kółko. Dopiero wieczorem usiądzie i rozmawia z domownikami. Siostra tak się nie buntuje jak ja to robię. Może dlatego, że jest starsza o dwa lata i raczej ma poukładane w pokoju. Nieraz się kłócimy, bo mi zwraca ciągle uwagę na bałagan. Pewnego razu wracając ze szkoły z koleżanką wstąpiłam do niej do domu po książkę. Poszłyśmy do kuchni, by zrobić sobie kawę cappuccino. Jakież było moje zaskoczenie, gdy zobaczyłam chyba wszystkie garnki, jakie mieli brudne wylądowały w zlewie. Widocznie, też nie mają popularnej zmywarki. Nic nie mówiłam na ten temat, by jej nie krępować. W pokoju u koleżanki nie było lepiej, a raczej jakby halny przeleciał i rozwiał po kątach ubrania. Oczywiście też łóżko nie zaścielone, a książkę musiała szukać. Źle się czułam w tym niechlujnym pomieszczeniu. Szybko wypiłam kawę, spakowałam książkę i powiedziałam, że bardzo się śpieszę. Nie raz byłam u niej, ale to była sobota i wizyta zapowiedziana. Zrozumiałam, dlaczego mama wciąż walczy ze mną o porządek.

czwartek, 29 stycznia 2015

Dozorczyni

Napadało dużo śniegu i przybyło mi więcej pracy, ponieważ jestem dozorczynią. Moim obowiązkiem jest zadbanie, by chodnik i wejście do klatki było odśnieżone. Nawet, jeśli pada w niedzielę też muszę odśnieżyć. Do tej pory miałam mniej pracy, bo tylko myłam klatki schodowe. Pogoda nas rozpieszczała, ale wiadomo to jest zima i musimy być przygotowani na każdą okoliczność. Być może to niewdzięczna praca, lecz coś trzeba robić. Pracuje już jako dozorczyni dwadzieścia lat i mam nadzieję jeszcze trochę popracować. Często spotykam się z koleżankami i rozmawiamy oczywiście o naszej pracy. Wymieniamy się ciekawymi spostrzeżeniami i radami. Pewnego dnia miałam przykre zdarzenie. Podczas odśnieżania poślizgnęłam się i zwichnęłam nogę. Pan z bloku zadzwonił na pogotowie, bo leżałam na śniegu i nie mogłam wstać. Dostałam dwa tygodnie chorobowego, które wykorzystałam na generalne mycie, układanie w szafkach. Dokładnie wyszorowałam kuchenkę, a tłusty brud za kurkami spryskałam octem z wodą. Odczekałam parę minut i umyłam. To jest mój sposób na tłuste miejsca. Dużo pomogły mi dzieci odkurzyły, umyły i wypastowały podłogi. Przez bolącą nogę zaczęłam zastanawiać się nad ciągłym pośpiechem. Człowiek pędzi i nawet nie ma czasu cieszyć się drobnymi przyjemnościami. Codziennie planowałam sobie co jeszcze zrobię. Sprzątanie nie jest najgorszym zajęciem, jeśli sobie rozłożymy pracę. Tym razem zabrałam się za łazienkę. Od samego rana pokuśtykałam do łazienki i nie było miejsca, do którego bym nie zaglądnęła i przetarła ściereczką. W łazience potrzebuję takich środków naturalnych jak ocet, soda oczyszczona. Czasami używam też preparatów chemicznych. Raz w tygodniu wsypuje do ubikacji na noc sodę oczyszczoną, a na drugi dzień spłukuje. Poleciła mi ten środek moja przyjaciółka jest on wypróbowany i często używany.