Kiedy przyjechałam do Warszawy, to mieszkałam w różnych miejscach.
A to wynajmowałam kawalerkę w jednej części miasta, a to udało mi się wynająć samodzielne jakieś mieszkanie.
Ale różnie to bywało.
Zawsze marzyłam, żeby mieć mieszkanie i być samodzielną dziewczyną.
Szukałam, szukałam i wreszcie znalazłam.
Dostałam mieszkanie na pięknym osiedlu warszawskim i w dodatku w przepięknej dzielnicy.
Mieszkam tam dość długo, bo aż do dzisiaj i nie mam zamiaru się stąd wyprowadzać.
Ale opowiem Wam o moich początkach, tuż po wprowadzeniu się do tego mieszkania.
Kiedy już miałam klucze do tego upragnionego mieszkania, to zadzwoniłam do firmy, która trudni się przeprowadzkami, aby wykonali dla mnie tą usługę.
Oczywiście, że wykonali to bardzo sprawnie. Wszystkie rzeczy, meble i inne rzeczy przewieziono mi szybko i sprawnie.
Ale na miejscu, czyli w moim mieszkaniu musiałam wszystko poukładać, a przede wszystkim posprzątać po poprzednich lokatorach.
No niestety, poprzednimi mieszkańcami byli studenciaki.
Sami wyobraźcie sobie, co oni po sobie zostawili.
Na "dzień dobry" musiałam posprzątać korytarz, bo "tragedia".
A mieszkanie - szkoda "gadać".
Musiałam pootwierać szybko okna, a potem usiadłam i poukładałam sobie plan działania.
Zaczęłam od odkurzania wszystkich pomieszczeń. Później z pomocy mojej koleżanki musieliśmy umyć okna.
Dobrze, że przy przeprowadzce pomagała mi moja najlepsza koleżanka, bo pomogła mi również umyć podłogi w całym mieszkaniu.
Po czynnościach mycia podłóg zajęliśmy się porządkami w łazience i oddzielnie w ubikacji. Tam też było co sprzątać. Kafelki brudne, wanna i inne rzeczy.
Oglądając mieszkanie przed wprowadzeniem się nie zauważyłam jednej istotnej rzeczy, która mi później "bokiem" wyszła. A mianowicie - wszystkie kontakty w mieszkanie były uszkodzone. No cóż, musiałam wezwać elektryka, który to naprawił.
A ja musiałam to później wszystko umyć, bo pan "fachowiec" oczywiście podczas swojej pracy również zabrudził niektóre miejsca na ścianie przy tych elektrycznych gniazdkach.
Powiem Wam jedną rzecz - taka przeprowadzka kosztowała mnie dużo nerwów.