Dzisiaj sprzątałem mieszkanie. Niby nic, ale jednak trzeba
się namęczyć. Weźmy takie mycie podłogi. Trzeba się tyle napracować, że
masakra. Trzeba wziąć wiaderko nalać wody płynu. Ciężkie to jak sto diabłów.
Następnie trzeba wziąć szmatę Polską, duńską, czy norweską wszystko jedno,
szmata, to szmata. I zanurzyć ją w tym wiaderku, a ściślej mówiąc w roztworze w
nim się znajdującym, potem trzeba wyjąć ścisnąć żeby nie ciekło i paść na
kolana i trzeć tam i powrotem, żeby było czysto. I stół też trzeba szmatką
powycierać. Tu już jest trochę łatwiej, bo nie trzeba na kolanach. Mycie stołu,
przy myciu podłogi to przyjemność. A znowu, jak weźmiemy takie mycie klamki, to
przy myciu stołu to żadna praca. Ale znowu, jak weźmiemy takie mycie nic to
jest fajna sprawa, przy tym mycie klamki to bardzo ciężka praca i można się
zmęczyć, chociaż prędzej po mojemu to można się nadziać na taką klamkę niż
zmęczyć przy jej myciu, no, ale jak się weźmie takie nic a klamkę to klamkę
umyć to bardzo trudne i odpowiedzialne zadanie. Ale to nic to wbrew pozorom
bardzo trudne zadanie, trudniejsze, niż pozostałe. Kiedyś czytałem legendę o
górniku i duchu kopalni, który powiedział, że mu da złota ile chce tylko ma nic
nie robić. No i pierwszy tydzień super delektacja pełną parą. Po miesiącu już gorzej,
bo koledzy tak wesoło śpiewając idą do pracy. A i miotła tak zachęcająco stoi w
kącie, żeby tylko ją dotknąć i parę posuwistych ruchów wykonać. No i co miał
Górnik zrobić wziął i pozamiatał i miał czysto a nie złoto. No i tak to chyba
jest zawsze chcemy to, czego nie mamy. I można by powiedzieć, że przysłowie nie
wszystko złoto, co się świeci nabrało innego wymiaru.