Każdy ma jakieś preferencje przy
porządkach czy organizacji domu. Jedna osoba nie nie przepada za
zmywaniem naczyń, ktoś inny nie lubi odkurzać dywanów czy też
zamiatać podłogi. Czynność której ja unikam to prasowanie. Może
to wina żelazka może wyłącznie moja, ale ubrania czy inne tkaniny
po prasowaniu wyglądają tylko nieznacznie lepiej niż przed nim. A
jak stary slogan mówi: jeżeli nie widać różnicy... i tak dalej.
Faktycznie, firanka w trakcie prasowania nawet wygląda na gładką,
ale po zakończeniu prasowania już niekoniecznie. Poza tym koszule i
na przykład spodnie od garnituru i tak prasuje się przed
założeniem. To czy jest sens robić to dwa razy? Nie mam za to
żadnego problemu z praniem. Prosta i szybka sprawa. Kilka,
maksymalnie kilkanaście minut segregacji ubrań a potem tylko
wrzucanie kolejnych partii co 40 minut tyle razy ile jest miejsca do
suszenia mokrych ubrań. Samo się pierze, samo schnie – sama
przyjemność.