środa, 10 grudnia 2014

akademik

Od dwóch lat mieszkam w akademiku. Życie w nim nie zawsze bywa idealne. Jest to zbiorowisko większej ilości młodych ludzi. Dużo zależy też od współlokatorów w mieszkaniu. Tutaj pod tym względem jest w miarę dobrze, ponieważ mieszkam z trzema koleżankami dbające o higienę i porządek wokół siebie. To dla mnie bardzo ważne, bo nie znoszę bałaganu i brudu. Gorzej jest w łazience i kuchence znajdującej się na korytarzu. Przeważnie po weekendzie, gdy nie ma pań sprzątających. Na końcu tygodnia w piątek rozpoczyna się życie towarzyskie tu i ówdzie imprezy. Po takich hulankach łazienki wyglądają paskudnie, a słowo brud nie odzwierciedla tego, co naprawdę widać. Toalety zasyfione, umywalki poplute, na podłodze leżą przyklejone kawałki pasty do zębów. Kafelki w dziwny sposób pomazane. Kuchenki notorycznie pozalewane i przypalone. Studenci korzystając z tych pomieszczeń czują się anonimowi i nie kiwną nawet palcem, by po sobie sprzątnąć. Na korytarzach stoją worki ze śmieciami czekające cierpliwie do wyniesienia. Jednym słowem niedziela wieczorem, to widok strasznego chaosu. W poniedziałek wielkie wyzwanie dla pań sprzątających. Wyszorowanie dwudniowego brudu wymaga nie lada wysiłku. Nie powiem bardzo starają się doprowadzić akademik do stanu użyteczności. Nieraz jestem ciekawa, jakich środków używają. Szorują dezynfekują toaletę, myją krany, prysznic oraz wszystkich brudnych przedmiotów napotkanych na drodze. Trudna też jest do opanowania przypalona kuchenka. Uwijają się jak pszczółki, by nazajutrz te same czynności z powrotem wykonywać. W akademikach jak wiadomo różnie bywa. Jednak nie można generalizować i przesadzać. Każdy akademik musi trzymać się wyznaczonych standardów. Na korytarzach, w łazienkach, czy w kuchni nie może być brudno. Z takiego powodu, iż kierownictwo mogłoby mieć problemy z sanepidem. Nasuwa się prosty wniosek, że przebywając w akademiku trzeba zachowywać porządek i traktować go jak własny tymczasowy dom.