Zbliża się wielkimi krokami nasz wakacyjny urlop. Jedziemy z
mężem nad nasze polskie morze na dwa tygodnie. Mamy już wykupione bilety z
miejscówkami. Teraz mnie czeka koszmar pakowania. To jest dla mnie duże
wyzwanie, pomimo corocznej naszej podróży. Właśnie siedzę przy stole z kartką i
długopisem w ręku koncentrując się nad listą najpotrzebniejszych zakupów. Przygotowałam
najważniejsze ubrania do prania i prasowania. Od paru dni jest piękna,
słoneczna pogoda. Cieszę się z tego, bo mi wszystko wyschnie. Mam zwyczaj
podczas pakowania wyjmować wszystko z szafy, to się robi niezły bałagan. Wtedy
zastanawiam się, co mi będzie potrzebne. Wszystkie elementy w walizce układam
równo i uzupełniam dziury. To trochę jak zabawa w klocki. I tu właśnie przyda
się nasz niewielki ręczniczek, który po zrolowaniu idealnie wpasuje się w bok
walizki, a włożone do małego woreczka bikini uzupełni inny brak w tej całej
układance. Wszystko powinno być spakowane jak najbardziej ciasno, by uniknąć
przemieszczania się naszych ubrań wewnątrz bagażu i gniecenia się. Wciąż
zastanawiam się czy wziąć sobie tablet z jednej strony jest wygodniejszy do
podróży niż laptop, bo zajmuje mniej miejsca. Z drugiej strony jak wyjeżdżam na
urlop to raczej chcę odpocząć od wirtualnego świata. Od niedawna stosuję trik z
miniaturkami kosmetyków, ale nie kupuję kosmetyków w wersji mini do podróży
tylko mam małe buteleczki z Rossmanna do których odlewam szampon i żel pod
prysznic.
Aby wyjechać z czystym sumieniem porządek zrobić w domu trzeba,
by wrócić do w miarę miłego i czystego mieszkania. Najpierw wyrzucam wszystkie
niepotrzebne graty. Co prawda już nieraz przekonałam się, że wyrzuciłam też to,
co za chwile potrzebnym się okazało. Skupiam się nad łazienką, myję,
szoruję wannę prysznic i umywalkę. Toaletę dezynfekuje specjalnym środkiem.
Kuchnia wcześniej posprzątana tylko kwiaty układam w jednym miejscu, by sąsiadka
miała wygodnie podlać. Jeszcze tylko w pokoju odkurzyć i umyć podłogę.