środa, 3 grudnia 2014

Lokatorzy

Po remoncie wymyłam porządnie podłogi, przetarłam szafki w środku i na zewnątrz, wyszorowałam łazienkę. Mąż pomagał mi w tych porządkach. Śpieszyliśmy się, bo chcieliśmy wynająć mieszkanie. Ogłoszenie daliśmy do gazety i przez komputer.
Wynajmowanie mieszkania to pewne ryzyko, bo nigdy nie wiadomo komu się go powierza. Tak też było w naszym przypadku. Na początku nic nie zapowiadało, że wynajem mieszkania zamieni się w koszmar. Podpisaliśmy umowę z młodą parą. Byli bardzo mili i zgadzali się na nasze warunki, to nam bardzo odpowiadało. Po dwóch dniach okazało się, że przyprowadzili dwa psy i trzeciego lokatora. W lokalu życie nocne kwitło, ponieważ do nich przychodzili znajomi. Głośna muzyka i pijackie głosy powtarzały się prawie codziennie. Sąsiedzi się skarżyli mówiąc o wielu nieprzespanych nocach. Przyjechaliśmy do naszego mieszkania z myślą wypowiedzenia im umowy. Niestety nie chcieli nas wpuścić i staliśmy przed drzwiami. Tego było już za wiele. W związku z tym, gdy nie mogliśmy dostać się do swojej własności postanowiliśmy wezwać policję. Mieli dwa dni na spakowanie rzeczy i wyprowadzenie. Umówiliśmy się na odpowiedni dzień i godzinę. W ten dzien tez mieli uregulować zaległość. Gdy przyjechaliśmy mieszkanie było już puste i nie było nikogo. Wchodząc do mieszkania odrzucił mnie smród pomieszany z odorem alkoholu. Zobaczyliśmy wersalkę wyżartą przez psy i posikane panele. Zrobiło mi się niedobrze z ledwością doszłam do łazienki. Tam też nie było lepiej, jedynie wanna w miarę czysta. W tych warunkach musieliśmy spać u sąsiadów, którzy troszkę mieli do nas pretensji za takich lokatorów. Na drugi dzień wzięliśmy tydzień urlopu, by doprowadzić pomieszczenie do użyteczności. Porobiłam zdjęcia jako świadectwo zniszczenia i dewastacji. Najpierw wyrzuciliśmy wersalkę, wypraliśmy dywany. Z grubsza wymyłam podłogi, umyłam wodą meble, na których można by było pisać. Następnie gruntownie zaatakowałam kuchnię. W piecyku było spalone śmierdzące mięso, toteż szorowanie tego w środku i na zewnątrz zajęło mi prawie godzinę. Umyłam zlewozmywak z baterią, płytki, wyjmowałam półki z szafek i myłam całe szafki. Mąż odsunął szafki, za którymi leżały śmieci. Żyrandol ściągnęłam do mycia. Umyłam jeszcze okna i powiesiłam firanki z zasłonami. Teraz i kuchnia została juz doprowadzona do porządku.