poniedziałek, 10 listopada 2014

Jak zapach potrafi zachęcić do działania

Dzisiaj odbyło się mycie i dezynfekcja toalety. Zachęcenie do tego czynu odbyło
się po przez otwarcie klapy i zapoznanie olfaktoryczne się z wyżej wymienionym
obiektem. Gdyż tylko tego typu dane robią wrażenie na podmiocie lirycznym.
Żadne tam nutelliczne obrazy, tylko dyskomfort olfaktoryczny może w tym miejscu
zachęcić do działania. Czyli jak w temacie. Po pierwsze: wzięto płyn
dezynfekujący i starano się trafić pare milionów; nie koniecznie w totka, a
bakterii, bo to prostrze. Wystarczy kierować strumień w różne strony tak zwane tu
i tam; Anie typować sześć liczb na jednym blankiecie i modlić się, żeby piłeczki w
telewizji zrobiły to samo. Następnie rozpoczęto drugą rundę, a mianowicie wzięto
szczotę i  zaczęto ganiać niewidzialne stworzenia po całej muszli; nie koniecznie
ślimaka, ale jednak.  Podczas wykonywania tego czynu liczono na wybicie wielu
miliardów, a najlepiej wszystkie stworzenia rozsiewające nie przyjemne wonie. 
Potem wzięto Gąbinę przeznaczoną do tego celu, nalano na nią dezynfektor i
zaczęto likwidować stworzenia z obrzeży toalety, żeby się po prostu nie dostały
do  przedziałów nie koniecznie kolejowych i imprezę tam urządzić, a to jest nie
wskazane z wiadomych przyczyn. następniewzięto  inną gombeczkę i umyto
plastikowe części  płynem o trochę mniejszym kalibrze, żeby potem wrazie złego
opłukania nie szczypało tu i tam. Kolejną czynnością jaka miała miejsce, to było 
spłukanie  wodą części z plastiku, żeby potem nikt nie mówił że klozet jest
uszczypliwy tak jak by kiedykolwiek się odezwał. Ale strzeżonegopan Bóg strzeże.
wkońcu ta technika idzie do przodu i różne rzeczy mówiące mamy na rynku,
począwszy na tramwajach, co się przydaje, a skończywszy na misiach co się nie
przydaje, bo potem człowiek ma problemy z wyobraźnią i pożądnej instrukcji nie
potrafi napisać. No ale wracajmy do tematu i zakończmy wkońcu to mycie i
dezynfekcję wieszając pojemnik z nieokreśloną cieczą, na brzegu muszli nie
koniecznie koncertowej; choć i tam na pewno coś wieszają, żeby artystom nie
śmierdziało, bo to delikatne stworzenia, oczywiście teoretycznie, bo w praktyce
różnie z tym bywa. Uprzednio umieszczając go w plastikowym koszyku za pomocą
rozwiązań siłowych żeby coś pykło w środku i ciecz się polała i spowodowała
może nie  koniecznie ukontentowanie, bo na to nie ma szans, ale chodź
zadowolenie olfaktoryczne w śród domowników.
 A żeby dopełnienie woni było całkowite, to nastąpiło umycie pralki z zewnątrz,
oraz umycie powieżchni szklanych ogrodopodobnym płynem. Na koniec
polerowanie armatury łazienkowej i gotowe.