środa, 5 listopada 2014

mycie naczyń

Ze wszystkich prac porządkowych w domu, jakie codzienne człowiek powinien wykonać, najmniej chyba lubię mycie naczyń.
No cóż, posiadam w sobie takiego małego leniuszka.
Ale niestety trzeba pozmywać naczynia, zwłaszcza po wizycie gości.
W zasadzie staram się zmywać naczynia zawsze na bieżąco. Wtedy jest łatwiej zapanować nad porządkiem w kuchni.
Ale bywają takie właśnie dnie, gdzie zjadą się do Naszego mieszkania goście i wówczas nie tak łatwo zapanować nad tymi porządkami.
No i na wieczór jest "góra' brudnych talerzy, szklanek czy innych akcesoriów kuchennych.
Więc zabieram się do zmywania. Jest trochę późno, bo goście tak szybko nie chcieli wyjechać, więc siedzieli, siedzieli, aż zaczęli niektórzy już ziewać, więc pożegnawszy się podążyli do swoich domów.
Od czego zacząć? Tak tego dużo.
Ale dobra, nie z takich opresji wychodziłam zwycięzko.
Gdybym miała zmywarkę, to cała ta "akcja" zmywania naczyń nawet by mnie nie zmęczyła, ale niestety, trzeba zakasać rękawy i do roboty!!!
Najpierw muszę sobie poukładać osobno talerze, osobno szklanki oraz sztućce.
No to do dzieła.
Odkręcam kran i wielkie zdziwienie - nie ma ciepłej wody, a przecież do nocy nie będę stała przy brudnych naczyniach.
Trzeba zadzwonić do hydraulika odpowiedzialnego za te sprawy w moim bloku.
Na szczęście usterka została szybko zlikwidowana.
Więc myję.
Po godzinie zmywania chciałam powycierać naczynia, aby je szybko poukładać w szafkach, więc szukam ścierki, którą sobie wcześniej przygotowałam.
Lecz szukam, szukam i szukam - nie mogę jej znaleźć. Gdzie ona jest?
Nagle przede mną staje mój ukochany labrador, a w pysku trzyma to, czego szukałam.
Ale co to - to była ścierka, bo już teraz zostało z niej kilka kawałków.
No to pięknie. Ale na szczęście miałam przygotowaną drugą. Wzięłam i szybko powycierałam naczynia i powkładałam je do szafek.
Mycie naczyń to czasami naprawdę przygoda, w której zdarzają się nieprzewidziane zdarzenia.
Cały tydzień mam spokój, bo zmywać naczynia będę na bieżąco, ale jak przyjdą goście, to kto wie...