wtorek, 25 listopada 2014

pranie dywanu

Pewnego dnia moja współlokatorka postawiła na dywanie butelkę z napojem.
No też nie miała, gdzie tego zostawiać - co za dziewczyna!
Ale ona taka jest i nie pierwszy raz to jej się zdarzyło.
Ja, idąc nie zauważyłam jej i kopnęłam tę butelkę.
Niestety, jak się zorientowałam, to już było po fakcie, bo przechodząc potrąciłam ją i napój się wylał.
A napój przecież jest bardzo klejący i taki lepki.
No i dywan do prania.
Kiedy wróciła moja koleżanka i zaczęła szukać butelki z napojem, odpowiedziałam, że wylałam, gdyż jej nie zauważyłam.
Nawet miałam do niej pretensje, że stawia napoje na dywanie, a to nie jest odpowiednie miejsce.
Przyznam, że moja współlokatorka jest strasznie roztrzepana i dla niej stawianie napoju czy jedzenia na łóżku oraz dywanie, to norma.
Kiedy jej powiedziałam o wylanym napoju, to odparła mi, że trudno - później się wypierze, jak będzie generalne sprzątanie.
Ja miałam odmienne zdanie na ten temat - bo później, to będzie trzeba chyba wymienić dywan, bo plama może się nie dać zlikwidować.
Tak stwierdziłam i tak zrobię!
"Ale nie ma tak lekko, koleżanko, przez Ciebie to się stało i mi tutaj pomożesz" - zapowiedziałam jej.
Nie protestowała, tylko zabrała się szybko do pomocy.
Niestety, dywan musiałyśmy wyprać w całości.
Ja wzięłam wiaderko, a następnie nalałam do niego wodę i płyn do prania dywanu.
Wzięłam szczotkę do dywanu i starannie zaczęłam czyścić dywan.
Trochę się namęczyłam przy tym, bo nie jest tak łatwo wyczyścić taką rzecz, zwłaszcza, że trzeba dość mocno i kilkakrotnie szorować szczotką miejsca, które są zabrudzone.
Po wyczyszczeniu i upewnieniu się, że plama zniknęła, musiałam jeszcze dość dokładnie odkurzaczem "ściągnąć" wodę, a także, żeby mieć pewność, że nie pozostało nic ze środków czyszczących w dywanie.
Razem z nierozważną koleżanką powiesiłyśmy dywan na trzepaku, żeby wysechł.
Kiedy dywan wysechł to wrócił na swoje miejsce.