piątek, 14 listopada 2014

Sprzątanie po studentach.



Dziś będzie o sprzątaniu ekstremalnym, czyli o wyzwaniu podobnym do tego, któremu musiał sprostać Herakles w stajni Augiasza. Jeżeli ktoś z was przeżył coś podobnego, to zrozumie, o czym piszę. Historia ta wydarzyła się w moich czasach studenckich, w jednym z mieszkań, które wynajmowałem z przyjaciółmi. Właściciel poinformował nas, że poprzednimi lokatorami byli studenci płci męskiej, którzy nie dbali zbytnio o czystość na stancji. Mieszkanie rzeczywiście nadawało się do gruntownego sprzątania, ale stwierdziliśmy, że damy radę. Kiedy wreszcie otrzymaliśmy upragnione klucze, postanowiliśmy rozejrzeć się po naszym nowym lokum w poszukiwaniu jakichkolwiek cennych pozostałości po poprzednich mieszkańcach. Jedynym spadkiem po chłopakach był jednak kubeczek z drobniakami i lista zakupów, na której widniały trzy pozycje: wódka, chleb i witaminy. Znalezisko to, tak wiele mówiące o stylu życia owych studentów, było zapowiedzią tego, co czekało nas w najbliższych dniach.

Na początku sprawa wydawała się prosta: trzeba wyczyścić meble, podłogi i płytki z brudu nagromadzonego przez kilka lat. Kiedy jednak zabraliśmy się do pracy, zdaliśmy sobie sprawę, że łatwiej byłoby wszystko zedrzeć, albo za przykładem Heraklesa, skierować tutaj koryto rzeki. Mieliśmy wrażenie, że ta warstwa brudu przyklejonego do wszystkiego w mieszkaniu jest odporna na ścieranie. Gdyby nie pomoc rodziców i znajomych, którzy godzinami pieczołowicie zeskrobywali razem z nami tę dziwną substancję, chyba nigdy nie zadomowilibyśmy się w naszym mieszkaniu. Odkurzanie, trzepanie i ścieranie na mokro tapczanów trzeba było powtarzać seriami. Do tego jeszcze ten okropny duszący zapach, przez który nie można było spać w nocy. W mieszkaniu zrobiło się znośnie po tygodniu intensywnych prac, ale przyjemnie nie było jeszcze długo.