niedziela, 30 listopada 2014

Zupa dyniowa.

W tym roku jesień była wyjątkowo pogodna i ciepła, co sprzyjało aktywności na świeżym powietrzu. W jedną z takich ładnych listopadowych sobót wybrałem się do kolegi, żeby oddać mu pożyczone płyty. Kiedy dotarłem do jego domu, zastałem całą rodzinę pochłoniętą sprzątaniem. Oddałem więc kumplowi płyty, przeprosiłem za najście i chciałem się pożegnać. Żona kolegi zatrzymała mnie jednak, mówiąc ze śmiechem, że u nich w domu nieproszeni goście pomagają w sprzątaniu. Nie pozostało mi więc nic innego, jak zakasać rękawy i wziąć się do pracy.

Pani domu rozdzieliła pomiędzy nas obowiązki; mój kolega i ja mieliśmy zająć się sprzątaniem na zewnątrz domu. Dla mieszczucha mieszkającego w blokowisku, perspektywa pracy w ogródku była bardzo przyjemna. Ochoczo więc chwyciłem za grabie, aby pomóc koledze w uprzątnięciu liści z trawnika. Czas upłynął nam mile na grabieniu i rozmowach na tematy do tej pory mi obce, jak pielęgnacja roślin, czy sprzęt ogrodniczy. Następnie zabraliśmy się za koszenie trawy; ja obsługiwałem kosiarkę, podczas gdy kolega ścinał trawę w trudno dostępnych miejscach za pomocą ręcznej podkaszarki. Przy okazji dowiedziałem się, że trawnik należy kosić regularnie w dwutygodniowych odstępach, gdyż wtedy zachowuje on ładny wygląd. Uporawszy się z trawą, przystąpiliśmy do zamiatania zewnętrznych schodów i tarasu. Następnie przetarłem poręcze, a kolega umył schody i płytki na tarasie za pomocą mopa i odpowiedniego płynu. 

Nie spieszyliśmy się zbytnio i nawet się nie zorientowaliśmy, kiedy nadeszła pora obiadu. Żona kolegi zaprosiła nas do posprzątanego domu na gorącą zupę dyniową na ostro. Było to uwieńczeniem bardzo udanego dnia.