Po pracy ugotowałam obiad, a potem usiadłam sobie w fotelu z
filiżanką kawy i zastanawiam się od czego zacząć sprzątać. Muszę umyć naczynia
i ogarnąć kuchnię, a może pójść do ogródka wykorzystując piękną pogodę i
oplewić grządki. W głowie dużo pomysłów, ale chęci nie ma. Koleżanka w pracy opowiadała
mi, że chodzi trzy razy w tygodniu na siłownię. Ona jest panną i mieszka w
mieście ma blisko na siłownię, basen. Ja potraktuje porządki domowe i prace
ziemne jako inny rodzaj siłowni. W ogrodzie wykonuje się dużo prac fizycznych,
które wpływają na naszą kondycję, a przy okazji są przyjemne i pożyteczne. Sprzątanie
też wymaga wiele wysiłku i spalania kalorii. Począwszy od rana na ścielenie
łóżka spalamy 150 kalorii. Przeważnie robię to rano i wieczorem to razem 300
kalorii. Czynność mycia naczyń wykonuję codziennie, a to jest 125 kalorii. Przy
odkurzaniu i myciu podłogi spalamy 400 kalorii, to zachęca do częstego
wykonywania tych czynności. Podczas mycia okien przez pół godziny spalamy 125
kalorii. Mogłabym jeszcze dłużej wymieniać chodzenie po schodach, zbieranie
śmieci. Nie sposób wyliczać wszystkie spalone kalorie, bo nie o to chodzi lecz
świadomość wysiłku wpływającego na zgubieniu zbędnych kilogramów jest
motywująca. Przy okazji będzie umyta podłoga, wyszorowana wanna, umyta toaleta.
Po tych wszystkich rozmyślaniach w końcu wcieliłam w życie
plany odnośnie sprzątania. Już nie mogłam patrzeć na brudne gary leżące w
zlewie i zamaszyście wzięłam się do ich pozmywania. Przetarłam stół, przemyłam
podłogę. Na koniec wyszłam popracować trochę w ogrodzie, a przy okazji
popatrzeć na kwitnące kwiaty i podlać wody rośliny.